
Dorota Łapa. Zdrowie z serca – o trosce o ciało, ducha i drugiego człowieka
Izabela Przyłuska: Dzień dobry, bardzo się cieszę, że mogę z Panią porozmawiać. Okazją do naszego spotkania jest Konkurs WielkoPOLKA Nagroda im. Jadwigi Zamoyskiej. Jest Pani laureatką II edycji tego konkursu w kategorii Przedsiębiorczość.
Dorota Łapa: Myślę, że każda kobieta jest wielką Polką. Nie każda ma możliwość realizowania działań, które dostrzega szeroki świat. Nie wszystkie wychodzą ze swoimi inicjatywami poza własne środowisko i wpływają na zmiany w społeczności.
Mam jednak poczucie, że wielkimi Polkami są również kobiety, które decydują się pozostać w domu i poświęcić rodzinie. Każda z nich mierzy się z innymi wyzwaniami, ale ich rola jest równie ważna.
Często zastanawiam się, jak je docenić i pokazać im, że są zauważane. Jak sprawić, by miały poczucie, że to, co robią, ma ogromną wartość. Wiele z nich umniejsza swojej roli, ponieważ na co dzień pozostają w domowej przestrzeni i nie zawsze widzą znaczenie swojej pracy. Tymczasem poświęcając siebie, realizują coś niezwykle ważnego tu i teraz.
I.P.: Niedawno Orkiszowe Pola obchodziły 15-lecie działalności. Pamiętam tę markę jako jedną z pierwszych inicjatyw promujących zdrową żywność. Początkowo kojarzyła mi się przede wszystkim ze sklepem. Przez te lata Orkiszowe Pola zbudowały znacznie więcej, dziś to Centrum Naturalnego Odżywiania i Terapii.
Co było początkiem tej drogi. Czy stał za tym biznesplan, osobista potrzeba, chęć realizowania ważnej misji, czy może pomysł na stworzenie dobrze prosperującego biznesu?
D.Ł.: To wszystko zaczęło się od mojego osobistego doświadczenia. Wiele kobiet właśnie w ten sposób buduje swoją zawodową i życiową drogę. Dziś można to nazwać biznesem, choć nadal nie przepadam za tym słowem. Z czasem jednak zrozumiałam, że nie ma w nim nic złego. Zarabianie pieniędzy samo w sobie nie jest niczym niewłaściwym.
Z wykształcenia jestem pielęgniarką. Od zawsze chciałam pomagać ludziom. Później zainteresowała mnie dietetyka, ponieważ czułam, że sposób odżywiania ma ogromne znaczenie dla zdrowia. Trzeba jednak pamiętać, że kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu wiedza żywieniowa nie była tak powszechnie dostępna jak dziś.
Wiedzieliśmy o składnikach odżywczych czy kaloryczności produktów, ale niewiele mówiło się o wpływie codziennych nawyków żywieniowych na zdrowie. Wiele rzeczy wynosiliśmy z domu. Babcie powtarzały, że trzeba jeść zupy, gotować rosół przez wiele godzin. Dziś okazuje się, że w tej tradycyjnej wiedzy było naprawdę dużo mądrości.
I.P.: Później ukończyła Pani również Uniwersytet Przyrodniczy. Ukończyła liczne kursy, studia podyplomowe, szkolenia, itp.
D.Ł: Tak, bo pojawił się temat w moim życiu, czyli poszukiwania zdrowia dla moich synów. Dziś mam czworo dzieci. Dwóch moich synów zmagało się z atopowym zapaleniem skóry. To właśnie zaprowadziło mnie do pytania, jak mogę im pomóc inaczej niż wyłącznie poprzez leczenie oferowane przez medycynę konwencjonalną, której celem jest przede wszystkim łagodzenie objawów choroby.
Miałam wtedy i nadal mam przekonanie, że istnieją głębsze przyczyny wielu schorzeń. Wierzę, że nie musimy chorować tak intensywnie, jeśli zadbamy o styl życia, odpowiednie odżywianie, wzmacnianie organizmu, ziołoterapię czy przestrzeń dla siebie.
I.P: Dzisiaj mówi się o tym wszędzie. O psychoterapii, pracy nad sobą. Ale 15 lat temu wyglądało to zupełnie inaczej.
D.Ł.: To jest prawdziwa przepaść. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak łatwo jest dziś dotrzeć do informacji dzięki internetowi czy sztucznej inteligencji.
I.P.: Można więc powiedzieć, że była Pani prekursorką?
D.Ł.: Myślę, że w pewnym sensie tak. Kiedy zaczynałyśmy, dołączyła do mnie moja przyjaciółka Monika. To dzięki niej całe przedsięwzięcie nabrało bardziej biznesowego charakteru.
Ja miałam przede wszystkim potrzebę pomagania ludziom. Chciałam wspierać, edukować, działać społecznie. A przy okazji trzeba było skądś przywieźć kaszę, zdobyć kozie mleko czy znaleźć produkty, których ludzie szukali. Wszystko odbywało się bardzo naturalnie.
Na początku funkcjonowało to wręcz na zasadzie sieci znajomych. Ktoś mówił: „Mam podobny problem, też chcę coś zmienić”. Takie historie napędzały nas do działania. Widziałyśmy, że ludzie tego potrzebują.
Wtedy też pojawiła się w moim życiu medycyna chińska, która całkowicie mnie zafascynowała. Stała się ważnym elementem mojej drogi zawodowej. Wiedza zdobyta podczas studiów pielęgniarskich i dietetycznych stanowiła solidną bazę, ale z czasem zrozumiałyśmy, że ludzie potrzebują czegoś więcej niż informacji o zdrowym gotowaniu.
Dziś, jako Centrum Naturalnego Odżywiania i Terapii Orkiszowe Pola, uczymy nie tylko przygotowywania posiłków. Pokazujemy, jak świadomie wykorzystywać jedzenie jako narzędzie wspierające zdrowie i dobre samopoczucie.
W międzyczasie powstała także moja książka „Wy dobrze jecie”. Choć formalnie jest moją publikacją, to nie powstałaby bez wsparcia kolejnej przyjaciółki. Do dziś służy naszym klientom jako praktyczny zbiór przepisów.
Książek kucharskich jest wiele, ale nam zależało na czymś więcej. Chcieliśmy pokazać, czym jest wzmacnianie organizmu, czym są tak zwane cenne płyny czy energia życiowa. W tym miejscu pojawia się wiedza zaczerpnięta zarówno z medycyny chińskiej, jak i z nauk św. Hildegardy.
I.P.: Dlaczego akurat medycyna chińska i św. Hildegarda? Na pierwszy rzut oka wydaje się to dość nietypowe połączenie. Kiedy jednak zaczęłam zgłębiać temat, okazało się, że św. Hildegarda również opierała swoje podejście do zdrowia na holistycznym spojrzeniu na człowieka.
Dlaczego więc medycyna chińska? Czy dlatego, że jest tak kompleksowa i całościowo patrzy na zdrowie? Niektórzy zarzucają jej, że wyrasta z odmiennego kręgu kulturowego i odnosi się do innych produktów czy tradycji niż te, które są nam bliskie. Choć wiem, że istnieją opracowania przekładające zasady medycyny chińskiej na polskie realia i lokalne produkty.
D.Ł.: Tak, to prawda. Można ją z powodzeniem adaptować do naszych warunków.
Medycyna św. Hildegardy i medycyna chińska mają, moim zdaniem, dwa bardzo ważne wspólne mianowniki.
Pierwszy to spojrzenie na człowieka w sposób psychosomatyczny. Obie zakładają, że choroba ma głębsze przyczyny niż tylko objawy widoczne w ciele. U Hildegardy są one związane z naszymi postawami, słabościami czy – jak sama to określała – wadami. Nie mówiła o grzechu, lecz właśnie o wadach charakteru.
Choć jest to spojrzenie średniowieczne, zaskakująco dobrze koresponduje z dzisiejszym rozumieniem psychiki i zdrowia. Hildegarda opisywała 35 wad, którym przeciwstawiała 35 cnót. Chodziło o to, by rozpoznawać własne słabości i świadomie je przemieniać.
Dzisiaj wiele z tych zagadnień opisujemy językiem psychologii czy psychoterapii. Dysponujemy ogromną wiedzą pozwalającą diagnozować różne problemy, jednak sama świadomość nie zawsze wystarcza. Potrzebujemy również narzędzi do wprowadzania zmian.
Podobnie patrzy na człowieka medycyna chińska. Ona również uwzględnia zależności między psychiką, emocjami i ciałem. Opiera się przy tym na teorii pięciu żywiołów. U Hildegardy pojawiają się cztery żywioły. Oba systemy tworzą pewien sposób rozumienia człowieka funkcjonującego w świecie i we własnym życiu.
Drugim wspólnym elementem jest spojrzenie na żywność przez pryzmat jej energii i działania. Dla mnie, po studiach z dietetyki i żywienia człowieka, było to niezwykle odkrywcze.
W klasycznej dietetyce analizujemy białka, tłuszcze, węglowodany, witaminy i składniki mineralne. To oczywiście bardzo ważne. Jednak każdy człowiek ma indywidualne potrzeby i nie da się ich zamknąć w jednej uniwersalnej formule.
Dzisiaj obserwujemy różne modele żywienia. Jednym służą diety wysokobiałkowe, innym wysokotłuszczowe, jeszcze innym dieta roślinna czy okresowe posty. Kluczowe jest pytanie: czego potrzebuje konkretny człowiek?
Medycyna chińska uczy, że pożywienie ma określoną termikę, smak i działanie. Dzięki temu możemy spojrzeć na jedzenie nie tylko jako źródło składników odżywczych, ale również jako narzędzie wspierające równowagę organizmu.
I.P.: Chciałabym jeszcze wrócić do postaci Jadwigi Zamoyskiej, patronki Nagrody WielkoPOLKA.
D.Ł.: Jadwiga Zamoyska jest dla mnie kobietą niezwykle inspirującą. Była jednocześnie silna, odważna i pełna troski o innych.
Była osobą, która bardzo realistycznie patrzyła na człowieka. Podkreślała znaczenie harmonijnego rozwoju ducha, ciała i umysłu. Uważała, że zaniedbanie którejkolwiek z tych sfer utrudnia pełne wykorzystanie własnego potencjału.
Dużą wagę przywiązywała również do edukacji i zdrowego stylu życia. W tym kontekście można dostrzec pewne podobieństwa do działalności Orkiszowych Pól, które z miejsca promującego zdrową żywność przekształciły się w centrum edukacyjne.
Mam poczucie, że kiedy jako kobiety zyskujemy nieco więcej przestrzeni i siły, naturalnie pojawia się w nas potrzeba działania na rzecz innych. Chcemy dzielić się doświadczeniem, przekazywać wiedzę i wspierać ludzi w ich rozwoju.
Edukacja jest właśnie takim działaniem. Jeśli coś pomogło nam lepiej zrozumieć świat i samych siebie, pojawia się potrzeba, by przekazać to dalej.
Dzisiaj szczególnie ważna wydaje mi się otwartość na różne perspektywy. Wiele osób funkcjonuje w sztywnych schematach myślenia: „zawsze tak było, więc tak musi być”. Tymczasem świat się zmienia, a my potrzebujemy elastyczności i gotowości do poszukiwania nowych odpowiedzi.
Dlatego dziś nie tylko uczymy gotowania czy zdrowego odżywiania. Prowadzimy również zaawansowane kursy, podczas których pokazujemy szersze spojrzenie na zdrowie i człowieka.
Jednym z narzędzi wykorzystywanych w medycynie chińskiej jest choćby zegar aktywności narządów. To koncepcja pokazująca, że poszczególne funkcje organizmu są szczególnie aktywne o określonych porach dnia. Dla wielu osób stanowi to inspirację do bardziej świadomego planowania codziennych nawyków.
To właśnie taką wiedzą chcemy się dzielić – przede wszystkim z kobietami, choć coraz częściej również z mężczyznami.
I.P.: Czyli dzisiejsza działalność Orkiszowych Pól. Centrum Naturalnego Odżywiania i Terapii jest wielkowątkowa, ale zawsze skupiona na zdrowiu człowieka?
D.Ł.: Medycyna chińska jest również niezwykle rozbudowanym systemem wiedzy o zdrowiu człowieka. Obejmuje między innymi fitoterapię, akupunkturę oraz wiele metod wspierających organizm w procesie powrotu do równowagi.
To bardzo ważny obszar naszej działalności. Po piętnastu latach pracy nie tylko promujemy zdrowe odżywianie, ale także pokazujemy, w jaki sposób różne metody mogą wspierać człowieka w doświadczeniu choroby.
Nie uzurpujemy sobie prawa do leczenia wszystkich schorzeń ani nie obiecujemy cudów. Przeciwnie – podkreślamy, jak ważna jest rzetelna wiedza, praktyka i wieloletnie kształcenie.
Obecnie mierzymy się również z wyzwaniami związanymi z planowanymi regulacjami dotyczącymi działalności osób oferujących różnego rodzaju terapie naturalne. Z jednej strony konieczne jest eliminowanie przypadków nadużyć i ochrona osób poszukujących pomocy przed nieuczciwymi praktykami. Z drugiej strony warto dostrzegać rolę dobrze wykształconych specjalistów, którzy działają odpowiedzialnie i w granicach swoich kompetencji.
Największą satysfakcję daje obserwowanie człowieka, który dzięki otrzymanemu wsparciu odzyskuje poczucie sprawczości i widzi realne efekty swoich działań.
Oczywiście bywają też trudniejsze momenty. Każdy, kto prowadzi działalność opartą na edukacji i zmianie nawyków, wie, że jest to nieustanna praca. Czasami pojawia się zmęczenie i myśl: „Może już wystarczy?”. Jednak później przychodzą kolejne osoby, którym udało się pomóc, i to daje siłę do dalszego działania.
I.P.: W takich chwilach pomagają chyba również przyjaciółki i współpracowniczki? Kiedy jednej osobie brakuje energii, druga może ją wesprzeć.
D.Ł.: Dokładnie tak. To niezwykle ważne. Zresztą Jadwiga Zamoyska również potrafiła otaczać się wartościowymi ludźmi. Współpracowała z kobietami, dzięki którym mogła realizować swoje przedsięwzięcia. Czerpała inspiracje z zagranicy, obserwowała najlepsze rozwiązania i wdrażała je na rodzimym gruncie.
Jest dla mnie przykładem kobiety, która miała odwagę działać tam, gdzie widziała realną potrzebę.
Mam poczucie, że Orkiszowe Pola od początku rozwijały się właśnie w taki sposób – w odpowiedzi na potrzeby ludzi.
Dlatego odebranie Nagrody WielkoPOLKI było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Jednocześnie zawsze podkreślam, że za tą nagrodą stoi wiele kobiet. To dzięki nim nasze miejsce może funkcjonować i rozwijać się.
Tworzymy zespół osób, które nieustannie się uczą, rozwijają i z pasją podchodzą do swojej pracy. W tym obszarze nie da się działać wyłącznie zadaniowo. Nie można po prostu przyjść do pracy, odhaczyć obowiązków i wrócić do domu.
To musi wynikać z autentycznego zainteresowania człowiekiem, zdrowiem i rozwojem. Właśnie te wartości nas łączą.
I.P.: Bardzo dziękuję za rozmowę.
D.Ł.: Dziękuję.